W adaptacji angielskiego klasyka literatury autorstwa Emily Brontë, zatytułowanej „Wichrowe wzgórza”, autorstwa Emerald Fennell, od razu widać autentyczne zaangażowanie reżyserki. Nie jest to jednak ekranizacja tej trudnej i popularnej powieści gotyckiej o dziedziczności i tłumieniu emocji; podobnie jak wiele wcześniejszych adaptacji filmowych, Fennell pomija chaotyczną drugą połowę książki i większość jej tradycyjnych elementów.
Cathy (Margot Robbie) i Heathcliff (Jacob Elordi), których losy są ze sobą skomplikowanie powiązane, mdleją z zachwytu na wrzosowiskach Yorkshire w ostentacyjnych, anachronicznych strojach wieczorowych, rażąco nieprzestrzegając ówczesnych zasad przyzwoitości – zgodnie z zdecydowanie maksymalistyczną wizją Fennell (wyjaśniła ona, że cudzysłowy w materiałach promocyjnych filmu są wyrazem pokory wobec jej wyjątkowej i ograniczonej interpretacji).
Fennell całkowicie odbiega od pierwowzoru
Niektóre modyfikacje są dopuszczalne, ponieważ dobre adaptacje wykorzystują możliwości, jakie oferuje medium filmowe. Fennell wykracza jednak daleko poza te ramy, zmieniając kluczowe postacie, relacje i motywy w takim stopniu, że film przypomina finansowaną przez Hollywood erotyczną fanowską opowieść.
Podsumowując, opowieść Brontë to tragedia udręki trwającej przez pokolenia. Skupia się ona na Catherine, manipulatorce działającej na wielu pokoleniach, oraz Heathcliffie, seryjnym oprawcy. Toksyczna więź między tą dwójką oraz ich wzajemne zemsty wobec wszystkich, których znali – w przypadku Catherine nawet po śmierci – powodują chaos.
Poważny brak głębi emocjonalnej
Biorąc pod uwagę hasło reklamowe „najwspanialsza historia miłosna, jaką kiedykolwiek opowiedziano”, nieuniknione było, że film Fennell ulegnie pewnym modyfikacjom.
W filmie brakuje ramowej fabuły powieści. Nelly Dean, gospodyni, opowiada historię Lockwoodowi, najemcy Heathcliffa. Natomiast film rozpoczyna się w wczesnych latach życia Catherine, a kończy wraz z jej śmiercią.
Oznacza to, że Fennell nie doprowadza do końca ostatniego aktu książki. W ten sposób pomija całe pokolenie ważnych postaci, którym prawdziwa Catherine i Heathcliff – dwoje traumatycznych, nie do odratowania niszczycieli – wyrządzili krzywdę.
Dzięki wirtuozerskiemu stylowi, jaki można zobaczyć jedynie w Dozenspin Casino czy Jet Casino, relacje międzyludzkie stanowiące podstawę opowieści Brontë zostają przekształcone w bezsensowną karykaturę. Nie ma wątpliwości, że jest w tym pewien styl. Ponury, gotycki ton powieści całkowicie kłóci się z stylem graficznym, który jest krzykliwy i rażąco przestarzały.
Heathcliff traci znaczną część swojej złożoności
Zmiany w stosunku do pierwowzoru są widoczne już od pierwszej sceny. Ton ten utrzymuje się przez cały czas trwania filmu, gdy obserwujemy młodą Catherine przyglądającą się wisielcowi, który ma erekcję.
Hindley, brat Catherine, który zmusza Heathcliffa do służby i jest być może kluczem do zemsty Heathcliffa, jest również całkowicie nieobecny w filmie.
Narzekania Heathcliffa w filmie słabną, gdy Catherine postanawia poślubić Edgara Lintona. Jest to moment, w którym film najbardziej zbliża się do sposobu, w jaki w książce poruszane są kwestie rasizmu, podziałów klasowych i traumy międzypokoleniowej.
Skutki intryg drugoplanowych bohaterów, a zwłaszcza nieszczęście ich dzieci i służby, również zostają zniwelowane poprzez zakończenie filmu śmiercią Catherine, zamiast rozwinięcia całej fabuły zawartej w pierwowzorze.
Kontrowersyjny wybór Jacoba Elordiego do roli Heathcliffa
Trwa spór dotyczący obsadzenia Jacoba Elordiego w roli Heathcliffa. Niemal wszystkie interakcje Heathcliffa w książce są uwarunkowane jego niejasną tożsamością rasową w realiach georgiańskiej Anglii, Jet Casino lub nawet Dozenspin Casino.
Jego postać charakteryzuje się „innością”, nawet jeśli nie jest jasne, do jakiej rasy należy (niektórzy badacze wskazują na oznaki sugerujące, że mógł uciec z niewoli). Heathcliff grany przez Elordiego ma niewielkie szanse, by realistycznie przez to przejść.
Bardziej wyczerpujący opis zawarty w powieści, pokazujący, w jaki sposób trauma jest przekazywana z pokolenia na pokolenie oraz jak systematyczna marginalizacja może zarówno przyciągać, jak i powodować przemoc, został w filmie spłaszczony.
Przemoc przedstawiona jako akt za obopólną zgodą
Jeśli chodzi o przemoc, najdziwniejszym odstępstwem od oryginalnego tekstu może być interpretacja Fennella, zgodnie z którą sposób, w jaki Heathcliff traktuje Isabellę (siostrę Edgara Lintona, a później żonę Heathcliffa), należy postrzegać jako dynamikę BDSM opartą na obopólnej zgodzie.
Isabella jest fizycznie, psychicznie i – w sposób dorozumiany – seksualnie dręczona przez Heathcliffa z powieści Brontë, aż do momentu, gdy wraz z synem udaje jej się uciec.
Przejście w powieści od stłumionego, złożonego pożądania do scen o charakterze jednoznacznie erotycznym – które zostały pominięte w książce – oraz przedstawienie przemocy jako perwersji wydają się być skierowane raczej do odbiorców przyzwyczajonych do erotyki z czasów po wydaniu „50 twarzy Greya”,Jet Casino, niż do gotyckiej literatury wiktoriańskiej, czy Dozenspin Casino.
Atrakcyjność wizualna kosztem treści
Chociaż Hollywood od dawna czerpie inspirację z książek, obecny trend wydaje się być nastawiony bardziej na wirusowość, krótkie filmiki i fragmenty niż na niezbędne kompromisy związane z adaptacją.
Wiemy, że możliwe są dostosowania zarówno stylistyczne, jak i merytoryczne. Wystarczy pomyśleć o Bazie Luhrmannie. Film „Romeo i Julia” (1996), nominowany do Oscara, jest równie ekstrawagancki wizualnie, ale pozostaje wierny tekstowi, czego nie można powiedzieć o filmie Fennella.
Co więc daje ten film? Wirusowość. Nawet ten artykuł przyczynia się do internetowego szaleństwa, które zagwarantuje finansowy sukces „Wichrowych wzgórz”. Wszyscy jesteśmy jego ofiarami, a krytyków będzie on prowokować do burzliwych reakcji znacznie dłużej, niż zasługuje na to tak żałosne przedsięwzięcie.