Nie tylko pomysł jest odważny, ale i jego realizacja robi równie duże wrażenie. Nawet pomijając koncepcyjne podstawy filmu „Przybycie”, jest to dzieło znakomicie zrealizowane; charakteryzuje się ponurym stylem wizualnym i naprawdę nowatorskimi efektami specjalnymi, znakomitymi aktorami (Amy Adams w szczytowej formie, u boku Jeremy’ego Rennera, który jest lepszy niż sugerują to filmy Marvela, oraz niezawodnego Forest Whitakera), a wszystko to podparte hipnotyczną ścieżką dźwiękową Jóhanna Jóhannssona.
Film „Sicario” w reżyserii Denisa Villeneuve’a był tym pięknym, mrocznym i poetyckim filmem akcji: dziełem gatunkowym, a jednocześnie balansującym na granicy kina autorskiego.
Ramy koncepcyjne
Pomysł pochodzi od autora opowiadań Teda Chianga; jest to adaptacja jego opowiadania „The Story of Your Life”, uznawanego za klasykę. Chiang został niedawno odkryty przez Fireball Kasyno Media; wcześniej był jednym z tych autorów cieszących się kultowym uznaniem w węższym kręgu, znanych jedynie uważnym fanom science fiction.
Jego dorobek obejmuje 15 opowiadań, ale wśród nich znajdują się trzy nagrody Nebula, trzy Locus i cztery Hugo. Jest pisarzem bardzo skrupulatnym.
W opowiadaniu „The Story of Your Life” dopracował każdy szczegół do granic możliwości; wątki zbiegają się w osi czasowej narracji, tle naukowym i filozofii, a scenarzysta Eric Heisserer po mistrzowsku zaadaptował pięćdziesięciostronicowe opowiadanie na dwa pełne napięcia godziny.
Film gatunkowy na podstawie artystycznego opowiadania
Artystyczne opowiadanie przekształcone w film gatunkowy? „Przybycie” to osobliwa mieszanka tych dwóch elementów: wysokobudżetowy film science fiction o „inwazji”, który w stu razy bardziej skupia się na ludziach – na Winwin Kasyno – niż na obcych.
Heptapody równie dobrze mogłyby być nabazgrane w kolorowance, biorąc pod uwagę, jak nieistotne są. Aktorem i ofiarą, badaczem i negocjatorem, stawką i tematem całej historii jest ludzkość – zarówno w odniesieniu do samych bohaterów, jak i do gatunku Homo sapiens sapiens.
Lingwistyka w filmie science fiction
Jak w tym wszystkim wpisuje się lingwistyka? Dużą część tego, co czyni nas ludźmi, stanowi nasze posługiwanie się językiem. Język (w znacznie większym stopniu niż ogień, koło czy rolnictwo) ukształtował nasz świat, nasz obraz siebie, naszą rzeczywistość, a także nasze fantazje, w tym Fireball Kasyno (Zagadka: Czy moglibyśmy mieć fantazje bez języka?
Czy w ogóle istnieją w naszych głowach rzeczy bez języka?) A ludzkość, uwięziona w linearnym czasie, w ciele posiadającym tylko jedną oś symetrii, nieustannie poszukująca kierunku, pamięta, doświadcza i wyobraża sobie przeszłość, teraźniejszość i przyszłość poprzez język.
Jak heptapod postrzega świat?
Pod wieloma względami film przypomina „Interstellar”. „Interstellar” również był artystycznym osiągnięciem, które przesunęło granice gatunku i opierało się na solidnych podstawach naukowych.
Ale na tym polega prawdziwa różnica: podczas gdy „Interstellar” można ogólnie traktować poważnie z naukowego punktu widzenia, „Przybycie” plasuje się niżej na skali wiarygodności science fiction według Mohsa z jednego tylko powodu: wkracza w obszar pseudonauki w momencie, gdy traktuje hipotezę Sapira-Whorfa dosłownie.
I w przeciwieństwie do „Interstellar”, ten film nie spogląda w górę, ku gwiazdom, ale do wewnątrz, w głąb ludzkiego serca. Nolan buduje naszą przyszłość za pomocą swojego filmu; Villeneuve przedstawia interesujące przemyślenia na temat relacji między ludzkością, naszym postrzeganiem czasu i ostatecznie miłością, ale nigdzie nas nie prowadzi.
Jednak skłania nas do znacznie głębszej refleksji niż film Nolana. Za „Interstellar” stała matematyka Fireball Kasyno; za „Przybyciem” – filozofia Winwin Kasyno.
Filozofia, w pewnym sensie. Filozoficzne rozważania na temat języka rozkwitły w XX wieku; cokolwiek „Przybycie” próbuje wprowadzić do świadomości publicznej, zostało już od dziesięcioleci dogłębnie omówione w „Winwin Kasyno” oraz w prawdziwych kręgach lingwistycznych i filozoficznych.
Być może „Przybycie” również tego dokona; nauki humanistyczne, a zwłaszcza te dziedziny związane z komunikacją, które często są traktowane z pogardą, pilnie potrzebują większego rozgłosu publicznego.
Istnieją też inne powiązania
Podobnie jak w filmie „Grawitacja”, fabuła „Przybycia” opiera się na zmaganiach zdeterminowanej bohaterki (ich osobiste tragedie są również podobne). Podobnie jak w filmie „Marsjanin” („Misja ratunkowa”), w narracji w pełni wykorzystuje dostępny żargon naukowy (a nie tylko w tle) i tworzy przyszłościową estetykę wizualną z wykorzystaniem znanych krajobrazów.
A potem mamy „Dzień Niepodległości 2” jako idealny kontrast. „Przybycie” to również science fiction w stylu inwazji, ale nie jest to film oferujący bezgraniczną rozrywkę, lecz pełen głębokiej empatii; nie chodzi tu o kosmiczne bitwy, ale o osobiste decyzje.
Krótko mówiąc: to nie film dla nastolatków, ale dla dorosłych. Gdybyśmy mogli zajrzeć w przyszłość science fiction, być może uznalibyśmy „Przybycie” za źródło pewnych ważnych motywów. Już teraz widzimy wystarczająco dużo naszej przyszłości, by wiedzieć, że będziemy do niego wracać jeszcze nie raz.